...
RSS
środa, 06 lutego 2013
...

... 19:22 na zegarze dekodera... ciemność... sam... na własne życzenie... pokłócony... jak zwykle... tu też bez zmian... nie zmieniam się... Zu z mamą na wychodnym... unikam ludzi - tu też bez zmian... tygodniowy urlop... wir pracy... maluję... maluję... by nie gapić się w TV wyszukuję sobie robótki... dziś padło na czyszczenie fug w przedpokoju... czyli perfekcyjny pan domu... a miało być tylko, że... wracam... tak nieśmiało...
19:28, kersten
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 lutego 2012
Bez podsumowań...
... minionego roku... był jaki był...


... ten w zamierzeniu ma być lepszy... bynajmniej ja mam zamiar być lepszym człowiekiem... zwłaszcza tatą i mężem... jak się nie uda to tylko i wyłącznie przez brak mojego zaangażowania...


... a poza tym na tygodniowym mrozowym jestem czyli jak ujął to "najmądrzejszy" - urlopy zaległe trzeba wykorzystać... mi to pasuje... Zu się nacieszę... pieniądze to nie wszystko...

...
17:25, kersten
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 października 2011
Sporadyczność...

... z jaką zamieszczam swe myślotwory przeraża mnie... nie wiem a jednak chyba wiem na czy to polega chyba coraz mniej potrzebuję być w tych słowach... mało istotne mi się wydają... stop... głęboko myślenie to nie moja bajka...


... minął jakiś czas jak się rozpisywałem... nawet miałem w głowie szkic nowego wpisu, ale jeszcze wyjdzie, że jestem wyalienowany społecznie i ludzkość innsza mało mnie obchodzi co też nie do końca jest prawdą...


... na wyborach nie byłem... i nie żałuję... chyba nie powstała jeszcze taka ideologia, która by w pełni oddawała moje poglądy na świat...


... trwamy... z żoną... nadal tak dla jasnośći... pokonujemy kolejne barykady... koktajle mołotowa fruwają w powietrzu... i choć strategie nasze są różne to na planszy życia... pionkujemy... takie nasze prywatne monopoly ;)


... Zuzia... tak... mogę powiedzieć, że już mówi... szybko łapie słówka w czym zasługa babci i Majki... podśpiewuje... rymowanki podłapuje... a z tatą milcząco obserwuje świat... ale za to tańczy ze mną... no dobra raczej spazmatycznie podrygujemy... okej mam dwie lewe nogi... ona to lubi...


... rośnie jak na drożdżach... zaczyna chyba powoli łapać o co w tym świecie chodzi i jak się on kręci... czyli nie oszukujmy się ma weekendowych rodziców... tatę to w sumie niedzielnego... życie chciałoby się rzec...


... kolejny rok mija... uczę się cieszyć z małych rzeczy i odkrywam, że one są najważniejsze... uśmiech Zu kiedy wracam z pracy... buziak od Niej i żony na powitanie... rodzinne bycie...


... zmieniam się... i choć czasami noga mi się omsknie i zbaczam z ścieżki... to wiem, że je mam... i są zawsze tuż tuż moje dwie kobietki...

Zu - ogniskowo



18:22, kersten
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 czerwca 2011
... dezaktywacja...

... i like it... - tak odnośnie "fejsa" i good mnie z tym...

... wyszarpane w sumie 2 dni wolnego razem z czwartkowym Bożym Ciałem i niedzielą dały 4 dni wolnego, w niektórych sferach nazywając ten czas dłuuugim weekendem... - ów czas spędzony nad morzem u rodziny... pogoda dopisała... Zu dwa dni spedziła w podróży... PKP - gdyby nie "Słoneczny" podróż na Pomorze byłaby katorgą a tak było znośnie... a dwa dni szalała nad Bałtykiem... Nasza mała syrenka z Ustki ;)

... ojcu odwaliło jak obaczył morze, ale mały człowiek przeszedł samego siebie... szaleństw wodno-plażowych nie widać było końca i tylko żal, że tak krótko...

... zaznajomienie się ponowne z rodziną przebiegło o dziwo dość spokojnie i bez większego - naszczęście - stresu...

... i z Aśkiem widzieli my się w Gdańsku... w przerwach w podróży... :)

... szczęście młodej najważniejsze...



13:34, kersten
Link Komentarze (3) »
środa, 18 maja 2011
...

... totalnie się nie układa... i to od dawna... nie ma co się oszukiwać... małżonka stwierdza, że bezemnie byłoby jej łatwiej... coś w tym jest... zmęczenie materiału psychiczne gorsze jest od jakiego by tam nie był wysiłkowania się fizycznego... i ot tyle...

20:14, kersten
Link Komentarze (2) »
piątek, 06 maja 2011
Majowo...

... miałem napisany wpis, ale się mu zniknęło... i nie bardzo chce mi się pisać na nowo rozwijając znów te same myśli...

... a więc w skrócie... działka obrobiona... znaczy siedzisko do huśtawki zrobione i nawet wyszło... trawnik powiększony... a ten który był czeka na łaskawość pogody by dać się skosić zakupioną właśnie używaną kosiarką... jabłonki wsadzone... migdałek również... warzywa też... gospodaruję pełną mordą... taki mój relaks po pracowy... i nawet gdy mi się nie chce i energii po pracy brak bo i człowiek fizycznie i psychicznie wypluty to gleba o dziwo pozwala się podnieść...

... rocznica się nasza zbliża... 3-letnica...

... Zuza zaskakuje każdego dnia... mnie tam na plus... inteligencją swoją swoistą... broi a kto nie broił... chociaż wiadomo że się dziecko ma...

... wieczorne karmienie małej przez moją osoba na małżonke wpływa negatywnie bo mi się przy dziecku zasypia... i mała przyzwyczaiła się chyba, że tata obok i blisko jest więc kiedy coś złego się dzieje we śnie to tatę woła... bo tata niezastąpiony... ;)

... i ot tak...



19:18, kersten
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 marca 2011
Z wiosnną...

... w tle... czyli powiedzmy, że ocieplenie w przyrodzie wszelakiej nastąpiło... problemy są i będą, ale trza sobie z nimi radzić...

... poza tym żona wraca do pracy nie na takich warunkach jak chciała ale o ironio losu pozwoli nam się to troszku odbić od tego co było dotychczas czyli m.in. popłacić rachunki i mieć spokój względny z mamoną potrzebną na "przeżyciowanie" miesiąca... spokojne... bez zastanawiań skąd... i zaliczkowania to tu to tam... mam takową nadzieję...

... Zuzowe urodziny przesunięte w czasie odbyły się wczoraj czyli 2 tygodnie po czasie właściwym... bez hucznej imprezy rodzinnie za to z tortem w kształcie hmm jak to napisać głowy bajkowej świnki Peppy - ulubienica Zuzowa i 2-jkową świeczką - dzieło własne żony... tak na marginesie jaka to radość, że niektóre bajki są takie krótkie - znaczy ich odcinki... człowiek skrzywiony Reksiami i innymi towarzyszami dzieciństwa ledwo znosi te "nowoczesność" animacyjną świata najmłodszych...

... w pracy nastała również wiosnna i swoiste ożywienie... i dobrze ukrucą się tym samym może niedożeczne pomysły co niektórych osobników dowodzących...

... wiosna to czas ożywienia wszelkiego - chyba - a więc i czas planów związanych z dalszym zagospodarowaniem działki... czyli powiększenie trawnika... ogrodzenie terenu rekreacyjnego żywopłotem (w planach taki z wierzby - szczerze bo tani i coś ciekawego może wyjść)... miejscówka na ognisko też ma się znaleść i mały warzywnik własny też ma być... a więc pracy multum, ale od czego się kończyny dolne i górne ma...

Arcade Fire - "Rebellion (Lies)"

19:05, kersten
Link Komentarze (2) »
wtorek, 08 lutego 2011
... nowy rok...
... i chyba pierwszy wpis w 2011... zapuściłem się ja... zapuścił się i blog... zwyczajnie nie ma mnie... czasami gdzieś zaglądnę coś "skomentuję"... wyrażę swoje zdanie i tyle...

... nawet nie wiem co mam pisać... Zuzia przewiesza mi się przez ramię... patrzy w oczy i mówi - "zostaw to tato i chodź się pobawić czytaj zróbmy totalną demolkę, której nie przeżyje nikt" - taka nadinterpretacja spojrzenia dziecka...

... jest kryzys nie ma co ukrywać... był... ucichał... powracał... a z biegiem czasu gdy wybucha na nowo to z większą i większą siłą... "rutynie-nie" - takie hasełko z kolegą z pracy sobie ułożyliśmy na temat stosunków po małżeńskich z płcią przeciwną... tylko u mnie coś ono szybko nastąpiło... nie wiem, ale chyba z jakiejś niech to nazwę wygody życia... braku starania się... czy jakiś takich podobieństw... załamka na całego...

... chwila wyłapana na bloga zasługą zaległego zeszłorocznego urlopu... a, że dziecko o dziwo spokojne i pozwala poklikać to trzeba swoją szansę wykorzystać...

... rozdział praca... umowa przedłużona do 2021 roku... na początku myslałem, że to jakaś pomyłka, ale skoro tak napisali to czemu nie... podwyżki brak... choć premia jakby większa... czym zdziwili mnie bardzo... z drugiej strony nie ma co się przywiązywać do tego "wyroku" i trzeba dążyć do jego skrócenia lub przeniesienia do zakładu o obniżonym rygorze... szansa jest bo żona powoli acz sukcesywnie wraca już do pracy wcześniej wykonywanej... jakby nie było to jej zazdroszczę "zawistnie"... kiedyś wzięła sprawy w swoje ręce i teraz ma nie głupią pracę i można powiedzieć zawód...

... nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem... tylko sukcesywnie robic swoje... marzyć trza też...

... Zuzia... kolejny temat rzeka... najlepsze buziaki na świecie... najlepsze przytulenie... gdy wstaje rano to młodego Einsteina przypomina z fryzury oczywiście... mądrość taką ma w oczach... i tyle już rozumie... i uparta jest i zawzięta i tupnąć nogą już potrafi... mały krasnoludek... każda Śnieżka takiego by chciała...

... nie wiem na czym to polega, ale z babcią to takie grzeczne dziecko jest... a tylko pojawimy My się na horyzoncie to "diabełek" w Nią wstępuje i ciężko nad nim zapanować...

... i bardzo lubi towarzystwo innych dzieci... innych ludzi niż My... "ciocie" swe to kocha nad życie... :)

... i ot tyle albo aż...

Zuzia z mamą - jeszcze zima była



"... wszystko ma swoje wady... zalety..."

Paktofonika - "Priorytety"


10:57, kersten
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 listopada 2010
... po...


... naprawdę długiej przerwie jak na mnie... powracam... hmm... na początek wypadałoby wspomnieć, że rodzina jako taka prawnie funkcjonuje w dokumentach.... znaczy się jestem małżonkiem... od 11 września... nie obyło się bez perturbacji i nazwijmy to ekscesów czytać proszę w cudzysłowie... przecież nie byłbym sobą jakby nie nagiął rzeczywistości... tuż przed ślubem... na szczęście mam BARDZO wyrozumiałą małżonkę... no bo inna kolejnej szansy by mi nie dała... a Maja ciągle przy mnie trwa i chyba ma dużżżżżżżą wiarę, że kiedyś wyjdę na ludziów... to chyba Jej religia ta nieskończona (oby) chęć naprowadzania mnie na właściwą ścieżkę... a zbaczać z niej lubie oj bardzo... no mam swoje słabości i ciężko mi z nimi wygrać, ale się staram... nie ma co ukrywać, że cały ciężar przygotowań ślubnych był na Jej barkach... no bo ja bym coś zawalił... wychodzi, że jakiś pean piszę, ale nie ma co się oszukiwać... ktoś musi być głową rodziny...

... tak już w skrócie... ślub się udał... uroczystość w urzędzie stanu cywilnego była tak lajtowa, że o drugiej takiej nie słyszałem... co czkawka u małego człowieczka może zrobić z dorosłymi ludźmi... powiedzmy w stresowej sytuacji... rozluźnić ich... i powietrze zeszło... :)

... goście byli... świadkowie najlepsi na świecie... rodzicie zaszczycili swoją obecnością... było wesoło... :)

... tego samego dnia ochrzciliśmy też Zuzię... hmm... naszego małego anielskiego diabełka ;)

... a tak poza tym u mnie bez zmian... troszku fejsbukuję - pani ma twierdzi, że to nałóg.... praca ta sama... zima przyszła więc przyjdzie zmagać się z zaspami idąc do pracy i wracając do domu... bodajże w marcu kończy się mi umowa więc zobaczę co zaproponują... może coś się zmieni - na lepsze... jakoś w to nie wierzę... ale cóż pożyjemy zobaczymy... byle przetrwać zimę... ;)

... wracając do Zuzi... płynnie mówi już "mama", "tata", "nie ma"... uwielbia stać w oknie i obserwować świat... zwłaszcza ten ruchomy... rośnie jak na drożdżach i odpukać w nie malowane zdrowo się chowa... i to jest najważniejsze... dziecko... muszę sobie ten życiowy priorytet w końcu wbić do tej mojej głowy...

... na pewno coś przeoczyłem... ale cóż... mam nadzieję, że nadrobię...

... tak już na sam koniec to chciałbym podziękować Mai - że trwa... Aśce - że liczyć na Nią zawsze można... Grześkowi - że jest frendem... I no właśnie jakiejś tam sile sprawczej, że obdarzyła mnie Zuzią... i rodziną... - czuję, że pamięć szwankuje... nadrobię ;)

B.E.T.H. - "Azyl"


17:07, kersten
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 sierpnia 2010
Kilka słów...

... że mnie nie było sporo czasa nie da się ukryć powody może były może i nie nie istotne to i ju...


... działo się w sumie niewiele... poza najistotniejszym... a mianowicie ślub cywilny zaplanowaliśmy na początek września co niektórzy powiedzą, że w końcu albo i nareszcie... a i tego samego dnia udało się ustawić chrzest Zuziowy co u niektórych może wywołać podobną reakcję... ale tak to już bywa, że ludźiowie różnie reagują...


... no i Zu ma swój pokój już... wzięliśmy się za remonta no i wyszedł tak mi się wydaje... choć dwie lewe ręce posiadam to ów pokoik nabrał.. barw... kształtu.. wyrazu... jest jakiś dziewczęcy w sam raz dla małe panienki... troszkę sił Nas to kosztowało, ale tu trza dodać wspólnymi siłami daliśmy radę: podziękowania dla Aśka... Bodzia i Magdy - zasłużone... każdy coś tam wniósł i jest fajno...


... odwiedził Nas Asiek wspomniany wyżej... znaczy dla jasności sytuacji Asia świadkowa Maji... przyjaciółka Nasza, że pozwolę sobie tak powiedzieć i chyba nie przesadzę... no bo zawsze jest... i mam nadzieję, że będzie... bo super ludż to jest... i niech o tym wie... liczyć na tego człeka można...


... świadkiem mym będzie za to Maniek... frend... choć nie ma co ukrywać, że po mojej przeprowadzce na Mazowsze kontakt się troszku urwał i miałem obawy czy się zgodzi na świadkowanie mi... no bo nie ma co ukrywać podróż go czeka a nikomu jakoś się ostatnio nie przelewa... ale bez wahania się zgodził... i raźniej będzie...
... na razie stres znikomy, ale jak myśli w głowie urastają to i obawa rośnie by czegoś w czasie uroczystości kretyńskiego nie zrobić... a tendencja u mnie zawsze taka jest... ale dam radę w końcu raz się ślubuje... na całe życie...


... i istnieje duże prawdopodobieństwo, że moi rodzice w końcu Nas odwiedzą... oby...


... i tak chyba minął ten czas co mnie tu nie było... pewnie coś tam przeoczyłem... ale się nadrobi...

20:46, kersten
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
Odsłon:

Osób online:
web stats kersten@gazeta.pl
kerstengoo@gmail.com



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl